Jak zmienił się pole dance w Polsce? Szkoły i treningi kiedyś a dziś

2026 / 09 / 25

Jak wyglądał pole dance kilkanaście lat temu? Pierwsze szkoły, treningi i zmiany na sali

Dziś można wybrać szkołę, sprawdzić grafik w telefonie, pójść na zajęcia na rurze statycznej albo obrotowej i znaleźć mnóstwo inspiracji do treningu. Kiedy Nikola Mazur zaczynała ćwiczyć pole dance w 2010 roku, rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Szkół było niewiele, sprzęt był trudniej dostępny, a wiele figur trzeba było rozpracować samodzielnie.

Czy wtedy było lepiej? Nie umiem odpowiedzieć prostym „tak” albo „nie”. Było więcej odkrywania i, jak wspomina Nikola, mocne poczucie wspólnoty. Było też trudniej zdobyć wiedzę, a pole dance budził znacznie więcej nieprzyjemnych reakcji. Porównanie tych dwóch światów jest ciekawe nie tylko z sentymentu. Pokazuje, czego nie warto zgubić, korzystając z tego wszystkiego, co mamy dziś.

Najważniejsze wnioski

  • Początki pole dance w Polsce wymagały samodzielnego szukania wiedzy i rozwijania metod nauczania.
  • Podstawy ruchu pomagają przygotować ciało do trudniejszych figur, niezależnie od tempa grupy.
  • Dobry instruktor potrafi tłumaczyć, dostosowywać ćwiczenia i budować uważną atmosferę na sali.
  • Dzisiejszy wybór sprzętu i szkół warto łączyć z dawną otwartością na współpracę.

Spis treści

Początki pole dance w Polsce: inspiracja była, instrukcji prawie nie było

U Nikoli wszystko zaczęło się od nagrania z mistrzostw świata w Australii z 2009 roku. Zobaczyła między innymi Felix Cane i Jenyne Butterfly. To, co robiły na rurze, zrobiło na niej tak duże wrażenie, że postanowiła spróbować sama.

Pierwsza rura Nikoli pochodziła z marketu budowlanego. Moja zresztą też. Nie było w tym żadnej romantycznej filozofii. Profesjonalne rury były wtedy kosztowne w stosunku do naszych możliwości, a chęć treningu pojawiała się tu i teraz. Jeśli sprzęt w ogóle był, to już dawał punkt wyjścia.

Przez trzy tygodnie Nikola ćwiczyła w domu, zanim pojechała na pierwszą lekcję do Pole Dance Studio we Wrocławiu. Uczyła się z krótkich filmów znalezionych w internecie. Nie były to tutoriale z opisanymi etapami wejścia do figury. Zatrzymywała nagranie, cofała je klatka po klatce i próbowała zrozumieć, gdzie tancerka stawia rękę, jak przekłada nogę i w którym momencie przenosi ciężar ciała.

Brzmi jak ogromna determinacja, bo nią była. Brzmi też ryzykownie, bo bez osoby, która potrafi wyjaśnić ruch i pomóc przy trudniejszej figurze, łatwo o upadek. Nikola sama wspomina, że upadków nie uniknęła. Nie opowiadamy o tamtych czasach po to, żeby zachęcać do odtwarzania tej drogi. Raczej po to, żeby pokazać, jak wielką zmianą jest obecna dostępność nauki.

Wrocławskie studio i pierwsze sportowe ambicje

Pole Dance Studio we Wrocławiu powstało z inicjatywy Kazimierza Kloczkowskiego. Nikola wspomina go jako osobę zafascynowaną pomysłem, by pole dance rozwijał się w Polsce jako dyscyplina sportowa, a nie był kojarzony wyłącznie z klubami nocnymi. Studio nadal działa, dziś prowadzi je jego córka, Justyna Kloczkowska.

Jest w tej historii szczegół, który dobrze oddaje atmosferę epoki: pierwsza szkoła mieściła się nad klubem nocnym. Na pierwszą indywidualną lekcję Nikoli przyszła tancerka pracująca w klubie. Okazało się, że przez te trzy tygodnie samodzielnej pracy Nikola zdążyła opanować figury, które na zajęciach zrobiły wrażenie. Nie znaczy to, że trzy tygodnie wystarczą każdemu, by wejść na ten poziom. Nikola miała za sobą lata ruchu i bardzo intensywnie ćwiczyła.

Jak uczyły się pierwsze instruktorki?

Dzisiaj łatwo wyobrazić sobie prostą ścieżkę: zaczynasz zajęcia, rozwijasz się, kończysz szkolenie instruktorskie i prowadzisz grupę. W pierwszych latach rozwoju pole dance w Polsce granice nie były tak wyraźne. Osoby, które zaczynały uczyć, same wcześniej dochodziły do wielu rzeczy metodą prób i błędów. Musiały zrozumieć figurę, rozłożyć ją na części, a potem znaleźć sposób, żeby wytłumaczyć ją komuś innemu.

Nikola uważa, że samodzielne rozpracowywanie ruchu pomogło jej później w pracy instruktorskiej. Pamiętała, które elementy sprawiały trudność, jakie przygotowanie było potrzebne i jak duże znaczenie potrafi mieć drobna zmiana ułożenia dłoni czy nogi. To nie była wiedza podana na gotowo. Powstawała podczas własnego treningu, a następnie podczas uczenia kolejnych osób.

Nie chciałabym jednak zamieniać tego w tezę, że dobry instruktor musi wszystkiego nauczyć się sam. Możliwość korzystania z wiedzy innych jest ogromną zaletą dzisiejszego pole dance. Z tamtego sposobu nauki warto zachować coś innego: ciekawość, dociekliwość i umiejętność wyjaśnienia, dlaczego dana droga do figury ma sens dla konkretnej osoby.

Przygotowanie ruchowe robiło różnicę

Przed rozpoczęciem treningów na rurze Nikola uprawiała lekkoatletykę i jeździła konno. Jako dziecko lubiła się rozciągać, robiła szpagaty, gwiazdy i stanie na rękach. Marzyła też o aktywnościach cyrkowych. Nie trenowała formalnie gimnastyki ani akrobatyki, ale jej ciało znało wysiłek i różne rodzaje ruchu.

To ważny szczegół, kiedy słyszymy o figurach opanowanych przez nią na samym początku. Osoba, która wcześniej ćwiczyła, często szybciej odnajduje się w nowym zadaniu ruchowym. Zna lepiej swoje zakresy, potrafi rozpoznać wysiłek i ma doświadczenie w uczeniu się pracy własnego ciała. Nawet po przerwie może łatwiej przypomnieć sobie pewne nawyki.

Nikola dołożyła do tego lekcje tańca. Zależało jej nie tylko na wejściu do figury, ale też na tym, jak wygląda cały ruch: ułożenie stóp, praca rąk, postawa i lekkość. Dziś, gdy uczy dzieci i młodzież, nadal widzi, jak bardzo przygotowanie taneczne przekłada się na sposób poruszania.

Podstawy nie są przeszkodą w nauce figur

W rozmowach o dawnych czasach łatwo zachwycić się tym, że ktoś szybko zrobił Gemini czy Jade. Trzeba jednak pamiętać, kto wtedy trafiał na salę i z jakim przygotowaniem. Na zajęcia dla początkujących przychodzą również osoby, które wcześniej nie trenowały niczego regularnie. I to jest w porządku. Nie trzeba umieć wspinać się na rurę przed pierwszą lekcją.

Właśnie dlatego Nikola tak mocno podkreśla rolę podstaw. Obroty, praca nad korpusem, stopniowe wzmacnianie ciała i poznawanie ruchu mogą wydawać się mniej ekscytujące niż figura zobaczona w internecie. Są jednak potrzebne, żeby do kolejnych etapów dojść z większą kontrolą. W jednej grupie wspinaczka pojawi się po kilku spotkaniach, w innej później. Nie chodzi o odhaczenie jej w określonym tygodniu.

Jeśli ktoś ma trudność z prostym uniesieniem nogi, nie pomoże mu samo powtarzanie: „wejdź wyżej”. Najpierw trzeba znaleźć to, czego ciału brakuje na obecnym etapie, i dobrać pracę do tej osoby. Dobry instruktor nie przeskakuje podstaw tylko dlatego, że kursantka marzy o konkretnej figurze.

Podstawy mają przygotowywać do dalszego treningu, a nie zatrzymywać postęp. Kiedy są dobrze poprowadzone, później łatwiej zrozumieć trudniejsze wejścia i przejścia. To jedna z rzeczy, które warto przenieść z dawnych sal do dzisiejszych szkół.

Jak wyglądała sala pole dance kilkanaście lat temu?

Pierwsza sala Nikoli była czerwona. Ja pamiętam także czasy mocnego różu i fuksji. Estetyka szkół zmieniała się później wielokrotnie: pojawiały się fototapety, błyszczące dekoracje, neony, minimalistyczne białe wnętrza i sale pełne roślin. Dziś przywykliśmy do tego, że przestrzeń ma swój styl i często staje się tłem zdjęć. Wtedy najważniejsze było samo to, że jest gdzie ćwiczyć.

We wrocławskim studiu stało około jedenastu rur, w tym dwie obrotowe na środku sali. Te dwie były atrakcją. Kiedy w 2011 roku zorganizowano pierwsze zawody pole dance w Polsce, część przyjezdnych zawodniczek dopiero tam zetknęła się z rurą obrotową.

Rury były też grubsze niż te, które wiele osób wybiera dziś. Wspominamy średnicę 55 mm i treningi, po których ręce dawały o sobie znać. W tamtym czasie nikt nie miał tylu możliwości porównania powierzchni i rodzajów sprzętu. Rura mogła być statyczna, z marketu budowlanego albo profesjonalna. Każda z nich oznaczała możliwość trenowania, choć komfort korzystania z nich był różny.

Zmieniały się również materace. Nikola pamięta swój pierwszy materac zamówiony u tapicera. Ja pamiętam także spór dotyczący okrągłych materacy, w który musiałam się zaangażować, kiedy zaczynałam rozwijać M-Pole. Takie historie przypominają mi, że obok rozwoju figur równolegle rozwijał się cały rynek sprzętu do pole dance.

Dzisiaj mamy więcej rozwiązań i łatwiejszy dostęp do informacji o sprzęcie. Jeśli korzystasz z rury lub sprzętu aerial poza studiem, punktem odniesienia powinny być instrukcje właściwe dla danego produktu. Na stronie M-Pole zebraliśmy instrukcje dotyczące rur i sprzętu aerial. Sam fakt, że takie materiały są pod ręką, pokazuje, jak daleko odeszliśmy od epoki domowych prób z przypadkową rurą.

Pole dance jako sport: trzeba było go najpierw pokazać

Na początku lat 2010. pole dance był dla wielu osób czymś tajemniczym, a często po prostu kojarzył się wyłącznie z klubem nocnym. Nikola wspomina, że jej studio jeździło nieodpłatnie na różne wydarzenia z rurą sceniczną. Występy odbywały się między innymi podczas lokalnych imprez czy targów ślubnych. Cel był prosty: pokazać ludziom, ile siły, pracy i umiejętności kryje się w tej aktywności.

Reakcje bywały skrajne. Kiedy czteroletnia córka Nikoli pojawiła się między występami na zawodach i zakręciła się na rurze, temat zainteresował telewizję. Obok ciekawości pojawiły się bardzo ostre oceny dotyczące Nikoli jako matki. W jej otoczeniu zdarzały się również przykre, wrogie zachowania.

Trudno dziś oddać atmosferę tamtego okresu bez wspomnienia o kobietach, które trenowały w tajemnicy. Wśród kursantek były osoby wykonujące zawody, w których obawiały się reakcji otoczenia. Nie chciały zdjęć z sali ani informacji, że chodzą na pole dance, bo nie wiedziały, jak zostanie to odebrane w pracy.

Czy społeczny odbiór się zmienił? Oczywiście, że tak. Pole dance jest szerzej znany, szkół jest więcej, a sportowe oblicze tej aktywności nie wymaga już tłumaczenia od początku każdej napotkanej osobie. Uprzedzenia jednak nie zniknęły całkowicie. Warto pamiętać o wysiłku osób, które występowały publicznie właśnie po to, żeby ten obraz poszerzyć.

Kto przychodził na zajęcia i czego tam szukał?

Na dawnych zajęciach spotykały się kobiety w różnym wieku. Nikola wspomina, że różnice między nimi szybko traciły znaczenie, kiedy wszystkie próbowały wejść do nowej figury. Część przychodziła dla ruchu i wzmocnienia ciała, część szukała aktywności mniej monotonnej niż te, które znała. Dla niektórych ważna była również możliwość poczucia się swobodnie w małej, kobiecej grupie.

Na sali pojawiała się zdrowa rywalizacja, ale szła w parze z pomocą. Kursantki podpowiadały sobie, rozmawiały i cieszyły się z postępów innych osób. Nikola pamięta godziny prowadzenia zajęć, które mijały jej błyskawicznie, bo każda kolejna grupa wnosiła dobrą energię.

To nie oznacza, że kiedyś wszyscy trenowali z „lepszych” powodów, a dziś trenują dla zdjęć. Motywacje były i są różne. Zmieniło się jednak otoczenie. Telefon jest stale pod ręką, a w mediach społecznościowych najczęściej trafiamy na gotowy efekt, nie na miesiące pracy nad podstawami. Widzimy trudną figurę i chcemy jej spróbować, zanim opanujemy łatwiejszą wersję.

Zdjęcie czy krótki film z zajęć mogą być miłą pamiątką. Mogą też pomóc zapamiętać ćwiczenie. W grupach dziecięcych, z którymi pracuje Nikola, telefony nie towarzyszą całej lekcji. Pod koniec jest czas na krótkie nagranie, jeśli ma ono pomóc utrwalić materiał. Najważniejsze pozostaje to, po co przyszliśmy na salę: ruch, skupienie i kontakt z osobami, z którymi ćwiczymy.

Od katalogu figur do niekończących się kombinacji

Kiedy pole dance dopiero się rozwijał, każda nowa figura potrafiła wywołać ogromne emocje. Nikola wspomina katalog figur z przełomu lat 2009 i 2010. Takie nazwy jak Jade, Gemini, Brass Monkey czy Hand Spring były wtedy punktami odniesienia dla osób, które chciały się rozwijać. Zrobienie jednej z trudniejszych figur na zawodach budziło szczery zachwyt i pytanie: „Jak ona to zrobiła?”.

Dziś materiału do nauki jest znacznie więcej. Trenują osoby o bardzo różnym przygotowaniu, także z doświadczeniem akrobatycznym i dużą mobilnością. Trudność może wynikać nie tylko z samej figury, ale też z przejścia, połączenia elementów czy sposobu wykonania całej kombinacji.

Nie powiedziałabym, że skoro tyle figur już znamy, nie ma czego odkrywać. Zmienił się raczej rodzaj odkrywania. Kiedyś samo wejście do figury było dla wielu osób nowością. Dziś częściej zachwyca pomysłowe połączenie znanych ruchów, płynność i własny styl.

Za pierwszymi odkryciami stała też wymiana między instruktorkami. Nikola dobrze pamięta okres, kiedy osoby prowadzące szkoły i zajęcia dzieliły się tym, czego się nauczyły. Łączył je wspólny cel: pokazać, czym pole dance może być. Dziś szkół jest dużo więcej i naturalnie pojawia się konkurencja. Tym bardziej szkoda, gdy obawa przed nią całkowicie zastępuje chęć uczenia się od siebie nawzajem.

Co powinien umieć dobry instruktor pole dance?

Większa liczba szkół daje kursantkom wybór. Można porównać zajęcia, sposób tłumaczenia i atmosferę. To zaleta, ale również powód, żeby nie zakładać, że każdy prowadzący pracuje tak samo.

Z Nikolą jesteśmy zgodne co do tego, że instruktor nie powinien być traktowany jak osoba nieomylna. Powinien natomiast umieć uczyć. To znaczy nie tylko samodzielnie wykonać figurę, ale też wyjaśnić ją na poziomie grupy, zaproponować łatwiejszą drogę, zauważyć trudność i powiedzieć, na co trzeba uważać.

Ważna jest również asekuracja tam, gdzie jest potrzebna. Nikola spotkała się z sytuacjami, w których prowadzący nie umieli dobrze pomagać kursantkom przy trudniejszych elementach. Zwraca uwagę, że asekuracja wymaga umiejętności i uważności zarówno wobec osoby ćwiczącej, jak i wobec siebie. Samo „jakoś ją przytrzymam” nie wystarczy.

Do tego dochodzi atmosfera. Nie każda osoba przychodzi na zajęcia po nowe znajomości. Jedna chce porozmawiać, druga woli po prostu poćwiczyć. Dobra instruktorka widzi obie potrzeby i potrafi poprowadzić grupę tak, żeby była przestrzeń na pracę, swobodę i wzajemny szacunek. Sala ma być miejscem, do którego chce się wrócić, a nie kolejnym miejscem, w którym trzeba obawiać się oceny.

Jeśli szukasz szkoły, warto zapytać o doświadczenie osób prowadzących i przyjrzeć się temu, jak wyglądają zajęcia. Wieloletnia praktyka daje instruktorowi okazję do pracy z różnymi osobami i problemami, ale sam staż nie zastąpi uważności. Najwięcej mówi połączenie doświadczenia, sposobu tłumaczenia, dalszego rozwoju i tego, jak czujesz się w grupie.

Własna szkoła to coś więcej niż prowadzenie zajęć

Historia Nikoli pokazuje też drugą stronę rozwoju pole dance w Polsce. Po latach pracy we wrocławskim studiu otworzyła własną szkołę bliżej domu. Codzienne dojazdy na zajęcia, niemal 50 kilometrów, były męczące. Chciała też samodzielnie rozwijać to, co kochała. Rozstanie ze studiem nie oznaczało zerwania relacji z jego właścicielką. Nadal utrzymują przyjacielski kontakt.

Nową szkołę Nikola promowała tak, jak robiło się to w tamtym czasie: informacją w lokalnej gazecie i ulotkami. Odzew był duży. Przez lata prowadziła wiele grup, a oprócz tego organizowała szkolenia, uczestniczyła w warsztatach i stale pracowała nad własnymi umiejętnościami.

Jednocześnie właścicielka szkoły nie kończy pracy, kiedy kończy się ostatnia lekcja. Trzeba prowadzić zapisy, układać grafik, reklamować zajęcia, dbać o salę i sprzęt oraz pilnować kosztów. Kiedyś lista zapisów mogła leżeć w zeszycie na recepcji. Dziś pomagają w tym platformy, ale nie zdejmują z właściciela odpowiedzialności za całość.

Po około ośmiu latach Nikola zamknęła szkołę. Nie dlatego, że przestała lubić uczyć. Była zmęczona ciężarem prowadzenia całego przedsięwzięcia. W ostatnim okresie doszły rosnące koszty działalności, konieczność inwestowania w zużywający się sprzęt i pojawienie się kolejnej szkoły w małym mieście. Nikola wspomina, że przez kilka miesięcy musiała się zastanawiać, czy jest w stanie dalej utrzymać studio.

To rozróżnienie jest dla mnie bardzo ważne: można kochać prowadzenie zajęć i nie chcieć już prowadzić szkoły. Pasja do ruchu nie sprawia automatycznie, że znika marketing, zarządzanie grafikiem czy stres związany z opłatami.

Po przerwie Nikola wróciła do uczenia w Ramadzie w Opolu. Pracuje tam z dziećmi i starszymi osobami. Może skupiać się na zajęciach bez codziennego ciężaru zarządzania własną szkołą. Zamknięcie studia było dla niej trudne, ale nie oznaczało końca jej miejsca w pole dance.

Pole dance dla dzieci to osobny sposób pracy

Często pojawia się pytanie, dlaczego zajęć pole dance dla dzieci nie ma wszędzie tyle, ile zajęć dla dorosłych. Praca z młodszą grupą nie polega na wzięciu planu dla dorosłych i skróceniu czasu lekcji. Trzeba umieć dostosować sposób prowadzenia, znaleźć język dla dzieci i współpracować z rodzicami.

W Ramadzie, gdzie uczy Nikola, ważną częścią pracy jest sportowe i akrobatyczne podejście. Dzieci oraz młodzież mogą ćwiczyć nie tylko na rurze, ale też na kole i szarfach. Zachęca się je również do zajęć tanecznych, bo sposób stawiania stóp, płynność ruchu i świadomość ciała są widoczne później także w elementach akrobatycznych.

W młodszych grupach pojawia się dużo zabawy. Dziecko może chętnie wejść na rurę, kiedy ćwiczenie jest częścią zadania, które je angażuje. Może też potrzebować odpoczynku, bo bolą je ręce albo miejsca chwytu. Instruktor musi umieć odczytać taką sytuację i wyjaśnić ją rodzicowi, który nie zawsze zna charakter tych zajęć.

Trzeba również zaakceptować, że dzieci próbują różnych rzeczy. Siedmiolatka może przez miesiąc z entuzjazmem ćwiczyć na rurze, później wybrać koło, a następnie zainteresować się zupełnie innym sportem. To nie musi oznaczać, że instruktorka zrobiła coś źle. Czasem dziecko potrzebuje zmiany i po pewnym czasie wraca.

W zajęciach dziecięcych znaczenie ma też jasne określenie ich charakteru. W Ramadzie nie ma zajęć exotic dla dzieci, a strój instruktorek i sposób prowadzenia odpowiadają przyjętemu tam sportowemu podejściu. To ważne zarówno dla pracy na sali, jak i dla rozmowy z rodzicami o tym, czego ich dzieci się uczą.

Co zmieniło się na plus?

Po tylu wspomnieniach można odnieść wrażenie, że najciekawszy pole dance został w przeszłości. Nie został. Dziś mamy możliwości, o których kilkanaście lat temu trudno było marzyć.

  • Sprzęt jest bardziej zróżnicowany. Można trenować na cieńszych rurach, korzystać z rozwiązań pozwalających zmieniać tryb pracy rury, a także poznawać nowe formy, takie jak latająca rura.
  • Łatwiej dobrać akcesoria do własnych potrzeb. Dostępne są różne środki wspierające chwyt oraz znacznie większy wybór strojów do pole dance.
  • Jest więcej miejsc do ćwiczenia. Szkołę można znaleźć w wielu miastach, również wtedy, gdy wyjeżdża się i chce wziąć udział w pojedynczych zajęciach.
  • Łatwiej spotkać osoby o podobnych zainteresowaniach. Większa liczba szkół oznacza różne style prowadzenia, specjalizacje i możliwości wyboru.

Rozwinął się też exotic. Dla części szkół stał się głównym kierunkiem, podczas gdy inne skupiają się na sportowym treningu na rurze albo łączą kilka form ruchu. Ta różnorodność jest dobra, jeśli jasno nazywamy, czego można się spodziewać na konkretnych zajęciach.

Nie musimy wybierać między zachwytem nad dawną atmosferą a docenieniem obecnych możliwości. Możemy chcieć obu rzeczy: dobrego sprzętu, dostępu do wiedzy i szkół, a jednocześnie cierpliwego uczenia podstaw, wymiany doświadczeń i prawdziwej wspólnoty na sali.

Czego warto nie zgubić po drodze?

Gdy wracam myślami do początków pole dance w Polsce, widzę kobiety, które potrafiły spędzić godziny nad jednym ruchem, cieszyły się z cudzych postępów i jeździły z rurą na lokalne wydarzenia, żeby pokazać innym, co robią. Widzę też brak wiedzy, upadki, uprzedzenia i ciężką pracę, której nie warto idealizować.

Dzisiejszy pole dance daje nam więcej wyboru. Dzięki temu możemy wymagać od szkół i instruktorów dobrego tłumaczenia, rozsądnego prowadzenia grup oraz atmosfery, w której chce się trenować. Możemy korzystać z inspiracji w internecie, nie traktując każdej efektownej figury jak zadania na najbliższe zajęcia.

Czy kiedyś było lepiej? W niektórych sprawach może było nam łatwiej być razem. W wielu innych mamy dziś znacznie lepsze warunki do nauki. Najważniejsze, żeby rozwój pole dance nie oznaczał rezygnacji z tego, co od początku go napędzało: ciekawości ruchu, cierpliwej pracy i radości z odkrywania, co potrafi nasze ciało.

Jeśli chcesz poznać więcej wspomnień Nikoli o pierwszych szkołach, zawodach i prowadzeniu zajęć, obejrzyj naszą rozmowę poniżej.

produkty polecane
Opinie klientów zobacz: wszystkie opinie

Twoja opinia może być pierwsza.

Pokazuje 0-0 z 0 opinii
Uwaga!
* pola wymagane Dodaj opinię